 |
Europejski Festiwal Ludzi 12 lat tradycji Belgia 6-13 lipiec 2004
Polska po raz PIERWSZY! | |
Najpierw był drobny lęk czy wystarczą same dowody. I to jeszcze stare a nie dyskietki. Ktoś komuś mówił, że na stare cofają.
Bujda. Strona internetowa MSZ ma rację. Mijamy granicę polsko - niemiecką (wspólny punkt) w Olszynie i dalej prosto,
już bez granic do Brukseli.
Stolica Europy wita nas szarą aurą. Jest pochmurnie i chłodno. W centrum ścisk wieżowców, tłok pnących się ku niebu
szklanych kondygnacji a na ulicach pustki. To przecież niedziela. Wokół mnóstwo Arabów. Kramarzą się wszędzie.
Sprzedają co bądź. Gdyby nie wieżowce pomyślałbyś, że to leniwe miasto państwa dobrobytu wrażliwego na biedę krajów
trzecich (ilość imigrantów).
|
 |
 |
 |
Z Brukseli pociągiem mkniemy na południe, około dwie godziny. Libramont jest niedaleko Luksemburga., z 40 minut.
Dlatego spory odsetek 5 tysięcznego miasteczka jeździ tam do pracy. Co więcej Belgowie przyznają, że w Luksemburgu
lepiej płacą.
Miasteczko urocze. Niczym z angielskiego filmu. Ulice czyściutkie, kamienice odrestaurowane. Wszędzie ład i spokój.
Ludzi tylko znów na ulicach mało. Pogoda się psuje.
Zasięgnąwszy języka od pary młodych Włochów, są z festiwalu od razu poznać, idziemy do centrum festiwalu. Ogromna
szklano - drewniana konstrukcja. W recepcji wita nas miła blondynka. Śmieje się. Wszyscy już zjechali. Czekali tylko
na Polskę. |
 |
 |
 |
Odrabiamy kwaterunkowe formalności i przydzieleni belgijskiej rodzinie jedziemy na stancje. Drobne wyróżnienie.
Wszyscy śpią w szkołach, halach sportowych a Polska i kilku innych uczestników ma przydział do pokoi prywatnych domów.
Gościnność jest uderzająca. Gospodyni oddaje nam własną sypialnię i wręcza klucz do domu. Teraz prysznic i idziemy
na rekonesans.
Oglądamy miasteczko, halę w której toczy się cały festiwal. Wszyscy są ujmująco mili. Wieczorem parada otwarcia.
Przemarsz wszystkich delegacji w narodowych barwach, strojach z własną muzyką. I my idziemy. Defilada się ciągnie.
Każda delegacja z osobna przechodzi w szpalerze tłumu. Polska na końcu wg alfabetu tuż za Szwecją. Uff... show za nami. |
 |
 |
 |
Wszyscy są zainteresowani Polską. Idziemy na nasze stoisko. Wszyscy się witają, pozdrawiają. Stoisko oblężone.
Pytania, powitania, uściski. Tak do wieczora. Kolacja i wieczór artystyczny. Tak co dzień do zakończenia każda z
delegacji, po trzy dziennie, odstawiać ma pokaz artystyczny promujący rodzimą kulturę. Dzień następny. Gospodyni
wita nas kawą i pysznymi bułeczkami z marmoladą i masłem czekoladowym. Smakują mnie te francuskie śniadania.
Do lunchu stoisko. Znów sznur odwiedzających a tymczasem rozpoczynają się konkurencje. Stale idzie sport
(koszykówka, biegi, ping - pong, football reprezentacje walczą o trofeum). Bliżej sceny zawody kulturalne -więcej.
Konkurs rysunku. Ma myć dzieło oddające ideę poszerzonej i zjednoczonej Unii. |
 |
 |
 |
Kolejnego dnia konkurs gastronomiczny, zawody kulinarne. Kolejnego zawody w tańcu i dalej quiz wiedzy europejskiej.
Konkurencji i dyscyplin tyle co na średniej olimpiadzie. Wszystkie fajne. Wiodą Szkoci i po raz pierwszy wyróżnienie
uzyskują Belgowie. Do tej pory w poprzednich edycjach uzyskiwali końcówkowe wyniki. Brawo gospodarzom.
Cały czas czynna jest wioska europejska. Stoiska produktów wszystkich krajów. Portugalczycy mają porcelanę,
wino, Włosi makarony, oliwki, wino, Hiszpanie kastaniety, Holendrzy piwo itp. Oczywiście podaję w dużym skrócie.
Wszędzie foldery, prospekty. Stoiska wymieniają się miedzy sobą próbkami kuchni. Konsumujemy krewetki, pasty...francuskiego
szampana. Smaczna degustacja. Od 12 - 14 lunch. Znów zawody. 19 kolacja. A wieczorem kultura na scenie i dyskoteka.
Zabawa do białego rana. Cała ferajna z hali przenosi się do pubu niedaleko stacji kolejowej. Tu kobziarze grają
szlagiery hiszpańsko - włoskiej muzyki. Radość nie może się skończyć. |
 |
 |
 |
Piątek poważne spotkanie. Liderzy wszystkich delegacji zbierają się na dyskusję. Forum to stanowi kierownictwo festiwalu.
Po raz pierwszy witają nowego członka Polskę. Siadam w sąsiedztwie Włochów i Szkota. Ciepło się witają. Dyskusja toczy
się wokół bieżących spraw, budżetu przyszłorocznej edycji festiwalu w Hiszpanii. Tam Polska pojedzie dziewiczo już w
pełnym składzie. Na koniec spotkanie z burmistrzem Libramont. Mały bankiet i kuluarowe rozmowy. |
 |
 |
 |
W niedzielę nabożeństwo ekumeniczne. Reprezentant każdej delegacji czyta wskazany fragment ewangelii w ojczystym języku.
Ale w niedzielę rano Polska wraca do domu. Żal się żegnać. Multum nowych znajomości, pouczających i wzbogacających
dyskusji, kontaktów i przedniej zabawy. Szkoda. Zaczniemy odliczać dni do przyszłego lipca. |
 |
 |
 |
Jeśli jesteś zainteresowany (zainteresowana) udziałem w przyszłorocznej edycji festiwalu zgłoś się. Wystarczy mieć
pomysł na ciekawe zaprezentowanie Polski, regionu. Jeśli śpiewasz, tańczysz i wiąże się to z tożsamością narodową - napisz.
Jeśli mógłbyś (mogłabyś) rywalizować w konkurencji sportowej - napisz. Pojedziesz z nami do Hiszpanii po trofeum.
Przede wszystkim jednak przyjrzysz się europejskiemu społeczeństwu od środka. Nawiążesz znajomości i zobaczysz tygiel kultur.
Taką Europę w mikroskopie.
Rozważ to. Darmo transport, zakwaterowanie, wyżywienie. 8 dni pobytu w Hiszpanii. Wystarczy mieć pomysł lub realizować
się w któreś z wspomnianych dyscyplin czy to kulturalnych czy sportowych. Zatem do zobaczenia! |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| Zdjęcia z innej edycji: Grecja |
 |
|